VII i VIII runda Mistrzostw Polski i Pucharu PZM w Łodzi 1/2.08.2009

Enduro w ŁODZI czyli "Triumf kaczek"

Baza rajdu Fot.Grzegorz Wesołowski W pierwszy weekend sierpnia rozegrano w Łodzi kolejną eliminację Mistrzostw Polski oraz Pucharu PZM w rajdach Enduro.
Może słowo "rozegrano" jest w pewnym stopniu nadużyciem, bo w rzeczywistości żadnego rajdu w Łodzi nie było. Stało się tak wskutek splotu kilku nieoczekiwanych zdarzeń, ale także wskutek braku doświadczenia i pewnej niefrasobliwości organizatora.
Oczywiście przeprowadzenie rajdu z bazą w jednej z dzielnic Łodzi jest sporym wyzwaniem, bo trzeba wyprowadzić zawodników z miasta i następnie w miarę bezkolizyjnie wprowadzić ich tam z powrotem. Organizator, Stowarzyszenie Enduro Team Centrum, użył do tego celu przepustów dla wody pod głównymi drogami. To udało się nieźle, chociaż w drugim kole niektórzy zawodnicy mieli już problemy z przejazdem w drodze powrotnej. Na szczęście nie było kolejnych okrążeń, bo zawody zostały przerwane wskutek interwencji Policji. Otóż dzień lub dwa przed zawodami została organizatorowi cofnięta zgoda na przejazd przez kompleks leśny, który stanowił istotną część trasy okrężnej. Przedstawiciel Lasów Państwowych uznał, że od 1 sierpnia lęgną się na tym obszarze dzikie kaczki i nie powinno się zakłócać ich spokoju. Dlaczego nie poinformowano o tym organizatora przy załatwianiu pozwolenia, pozostanie pewnie tajemnicą. Może kaczki podpisały z Lasami Państwowymi kontrakt na lęg krótko przed zawodami i jak tylko przyszła ta magiczna data 1 sierpnia, natychmiast rozpoczęły swe tańce godowe.
Trzeba przyznać, że ogrom ludzkiej bezmyślności i kompletnego braku odpowiedzialności, potrafi powalić każde przedsięwzięcie. Idiotyzmy wyprawiane w imię "ekologii" i ochrony środowiska przestają mnie śmieszyć, a zaczynają przerażać. Z racji upodobań bywam czasem w lesie i widzę, że ilość śmieci różnego rodzaju, zanieczyszczających środowisko na wiele lat stale się zwiększa, bo każdy łatwo wjedzie do lasu czymkolwiek i porzuci to co tam przywiezie. Natomiast nigdy nie widziałem tam "czerwonych", "zielonych", "niebieskich" czy innych kolorowych sprzątających tereny leśne. Matoły te pojawiają się jednak natychmiast, gdy ktoś zechce legalnie załatwić przejazd grupy zawodników, którzy w lesie nie zostawią nic poza śladem przejazdu na ziemi.
Na naszych oczach już od kilku lat rodzi się bardzo niebezpieczny precedens. Otóż w imię zupełnie błędnie interpretowanej dbałości o środowisko naturalne, ogranicza się lub wręcz uniemożliwia organizowanie zawodów motocyklowych, podczas których tylko część trasy, ściśle przecież ustalona, przebiega lasami. Nie trzeba być żadnym specjalistą by stwierdzić, że szkody spowodowane rajdami Enduro są praktycznie pomijalne, a matka natura błyskawicznie regeneruje koleiny wybite przez motocykle. Nic więcej tam po nas przecież nie zostaje. Jednocześnie, zupełnie nie zwraca się uwagi, że tłumy różnej maści chamów dewastują masowo środowisko naturalne, za nic mając jakiekolwiek przepisy i ograniczenia.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest bardzo prosta. Organizator zawodów musi uzyskać pozwolenie, więc sam zgłasza się do urzędnika. Dopiero wtedy zaczyna się jazda. Od Annasza do Kajfasza, a każdy mądry, że aż strach, a tak dba o przyrodę, że mało biurka pomiędzy drzewami nie ustawi. Patrząc na to, chciałoby się powiedzieć - ludzie, wstańcie od tych biurek i zacznijcie łapać tych, co wam sterty śmieci kiprują tuż pod nosem.
Rajdy Enduro mają nie tylko wymiar sportowy, ale w pewnym stopniu, także społeczny, edukacyjny i rozrywkowy. Nieuzasadnione ograniczanie możliwości organizowania takich zawodów będzie miało swoje negatywne skutki w życiu każdej społeczności. Najlepszym tego przykładem jest narastający problem z jeżdżącymi po lesie amatorami quada czy motocykla. Jednym z celów społecznych realizowanych podczas rajdów Enduro jest podnoszenie na wyższy poziom kultury technicznej i świadomości ekologicznej, zarówno użytkowników motocykli i quadów, jak i widzów. Polski Związek Motorowy wraz z organizatorami zawodów starają się w ten sposób dotrzeć do szerokiej rzeszy amatorów motocyklizmu w Polsce. Jeżeli tego typu działania będą sabotowane przez służby publiczne ( w końcu Lasy Państwowe zawiadują naszym wspólnym dobrem, a Policja ma mandat do działania nadany przez całe społeczeństwo), to kto powstrzyma szarże leśnych dukciarzy? Strażnik leśny na byle quadziku, czy policjant w radiowozie? Wolne żarty drodzy państwo.

Cofnięcie zgody na przejazd lasem zmusiło organizatora do awaryjnej zmiany trasy okrężnej. Zawody zostały puszczone przez dwie czy trzy wsie, a tam wiadomo - drogi nieutwardzone, kurzy się niemiłosiernie, toteż mieszkańcy łaps za telefony i dalejże dzwonić na policję. Ale żeby tylko to. Zrywano znaki, a były przypadki, że w zawodników rzucano kamieniami. Policja, która wydała zgodę na przeprowadzenie zawodów, zupełnie nie poradziła sobie z zabezpieczeniem rajdu. Zamiast ustawić ze trzy patrole w miejscowościach i w ten sposób wyegzekwować od zawodników możliwie spokojną jazdę, przerwała rajd tłumacząc to względami bezpieczeństwa zawodników. Podobna sytuacja przerwania rajdu miała ostatni raz miejsce w Chełmie Lubelskim w 2003 roku.
I cóż było robić? Właściwie rajd należało odwołać. Jednak koledzy ze Stowarzyszenia Enduro Team Centrum włożyli w organizację tych zawodów bardzo dużo pracy, a także własnej, prywatnej kasy. Niedogodności zbyt małego depo rajdu zostały zrekompensowane dobrą, blisko położoną gastronomią i doskonałymi próbami terenowymi - solą tego sportu.
Po krótkiej naradzie, panowie: sędzia zawodów Marek Sikora, dyrektor rajdu Jacek Dębski oraz Marek Kopczyński, postanowili kontynuować zawody w mocno zmienionej formule. Widząc, w większości pozytywne, reakcje zawodników na tą decyzję, myślę, że wszyscy koledzy docenili starania organizatora, sportowy charakter prób, a przede wszystkim to, że były zupełnie dziewicze. Zatem w sobotę na zakończenie dnia pojechaliśmy jeszcze dwa razy próbę Enduro wytyczoną tuż koło bazy rajdu, a w niedzielę jechaliśmy po dwa razy każdą z prób, transportując motocykle w dowolny sposób pomiędzy próbami.
Podczas rozmów na depo żartowaliśmy, że w przeszłości niejednokrotnie każdy z nas miał takie przebłyski aby Enduro rozgrywało się tylko na próbach, bez trasy okrężnej. Gdy te marzenia niechcący zrealizowały się w Łodzi, okazało się, że jakkolwiek ściganie na próbach jest fajne, to bez trasy okrężnej nie ma już specyficznego ducha tego sportu, tej walki z narastającym zmęczeniem, z własną słabością. Brakło przygód na trasie, opowieści, a przede wszystkim zabrakło "hormonów szczęścia" jakie organizm każdego zawodnika wyzwala podczas wielogodzinnej jazdy motocyklem.
Na podstawie czasów z prób przeprowadzono klasyfikację zawodów. Z uwagi na to, że na próbach nikt nie trenował, a ich konfiguracja wykluczała mimowolne skracanie - czasy z tych testów są bardzo dobrym miernikiem możliwości szybkościowych zawodników. Być może, przy narastającym zmęczeniu trasą okrężną, wyniki byłyby trochę inne, ale ewentualne różnice nie byłyby duże - wszak każdy z zawodników jest w miarę prawidłowo przygotowany do takiego wysiłku.
Próba Enduro przygotowana przez kolegę Arkadiusza Pomienko była prawdziwym cukiereczkiem - pełna różnych elementów technicznych o każdym stopniu trudności. Nie była zbyt szybka ale jak leci się na centymetry koło drzew, to i 60 km/h wydaje się szybko.
Trasa próby wytyczonej na Górze Rudzkiej prowadziła po mniejszym lub większym nachyleniu, były podjazdy, zjazdy, skoczki, trawersy i skocznia narciarska, gdzie rekordy długości skoku bili Szuster, Krywult i Bembenik - obejrzycie to wkrótce na filmie.
Trwała około 4 minut i była prawdziwą kwintesencja tego sportu. Próba cross Fot.Celestyna Kubus Próba Cross została zlokalizowana wokół toru motocrossowego w miejscowości Piątkowisko. Kolega Łukasz Grabarz, odpowiedzialny za jej przygotowanie, wykonał doskonałą robotę. Około 8 minut jazdy po bardzo zróżnicowanej nawierzchni - trawa, piaski, tor motocrossowy i znów trawa. Nie wymagała może od zawodnika majstersztyków technicznych, ale co chwila było coś do roboty, no i trzeba było trzymać gaz...
Gdyby udało się zrealizować rajd zgodnie z planem, to przy 12 minutach prób na kółku i czterech kółkach w sobotę, byłby to najlepszy rajd z tych odbytych do tej pory.
Niestety, oprócz opisanego wyżej splotu niekorzystnych przypadków, wystąpiła również pewna nieudolność organizatora. Otóż trasa okrężna była oznakowana bardzo słabo lub w ogóle nie było na niej znaków. Wiem, że jakieś durnoty zrywały świeżo nabite znaki, ale tam, gdzie znaki były, jakość ich postawienia była żadna. Źle umieszczone znaki skrętu, brak potwierdzeń i zbyt rzadko stosowane znaki trasy. Żadnych PKP przy wjazdach na asfalt. W pierwszym kole w sobotę, w wielu miejscach jechałem zupełnie na czuja i kilka razy pobłądziłem. Poza tym błędnie policzono czasy przejazdu trasy okrężnej, a skutkiem tego były powszechne spóźnienia po pierwszym kole. Dobrze, że nie było kolejnych, bo niektórzy wypadliby z limitu czasu?. Jadąc w Łodzi, z rozrzewnieniem wspominałem Sokółkę, gdzie próby były do bani, ale oznakowanie trasy - naprawdę doskonałe.
Cieszę się, że koledzy ze Stowarzyszenia Enduro Team Centrum w Łodzi podjęli się organizacji rajdu o Mistrzostwo Polski i Puchar PZM. Mimo porażki organizacyjnej, widać było w ich działaniach dbałość o sportową jakość zawodów. Poprzeczkę postawili sobie bardzo wysoko, bo rajd z bazą w dużym mieście jest zawsze trudny do przeprowadzenia. Zabrakło trochę szczęścia, no i trochę doświadczenia. O ile Jacek Dębski i jego drużyna nie zniechęcą się do tej roboty, to będziemy mieli w Polsce kolejny ośrodek realizujący trudne sportowe zawody z prawdziwego zdarzenia.

Wyniki:

Mistrzostwa Polski

Puchary Fot.Celestyna Kubus W klasie Junior 50 zawody wygrał ze sporą przewagą Andrzej Łazarczyk (SMK Krzeniów) przed Jakubem Kucharskim (SMK Krzeniów) i Dawidem Mordasiewiczem (KKM Kwidzyn). Z tej trójki najmniej znam Andrzeja Łazarczyka, ale sądząc po czasach przejazdów, kolega Łazarczyk potrafi jechać bardzo sprawnie i swoja pięćdziesiątką wygrał z niejednym dużym motocyklem. Z Jakubem Kucharskim odbyłem kilka wspólnych treningów, a Dawid Mordasiewicz to mój kolega klubowy. Podium Junior 50 Łazarczyk, Kucharski i Mordasiewicz Fot.Celestyna Kubus Obaj mają papiery na szybka jazdę i spodziewam się, że już wkrótce, podobnie jak Łazarczyk, mogą walczyć o podium w klasie Junior.
Obecnie w tej klasie rządzi inny mój kolega klubowy - Sylwek Jędrzejczyk (KKM Kwidzyn), który wygrał oba dni zawodów w Łodzi. Niejednokrotnie pisałem, że Sylwek to prawdziwy fighter i rajdy Enduro to jakby jego sport. W porównaniu do innych juniorów Sylwek ma jedną niezaprzeczalna zaletę - jest bardzo powtarzalny i nawet gdy przegra jedną czy druga próbę, Podium Junior Jędrzejczyk,Sawicki i Strzelczyk Fot.Celestyna Kubus to z reguły zawody wygrywa. Drugie miejsce zajął Józef Sawicki (Off Road Białystok), specjalizujący się dotychczas w motocrossie. Na próbie Cross był najlepszy. Niestety tracił podczas jazdy w lesie na próbie Enduro. Tego oczywiście można się nauczyć i jeżeli kolega Sawicki zechce kontynuować swą karierę rajdowca, to z pewnością będzie się lokował w czołówce każdej klasy. Trzeci na mecie rajdu był Jakub Strzelczyk (Hawi Racing Team). Wydaje się, że kolega Strzelczyk zrobił w ciągu ostatniego roku największe postępy w gronie juniorów i ma duże szanse na podium na koniec sezonu. Nie jest to proste zadanie, bo Rafał Kiczko (AP W-wa) i Patryk Bielec (KTM Novi) nie oddadzą tanio skóry. Zawody ukończył także Michał Łukasik (KKM Kwidzyn) jadąc z połamaną ręką, skręconą 4 tygodnie wcześniej śrubami przez bardzo dobrego chirurga ze szpitala Swiss Med w Gdańsku. Gdyby lekarz wiedział o tej oczywistej lekkomyślności, to pewnie Michał miałby zakaz wstępu do tego szpitala. Z drugiej jednak strony nie sposób lekceważyć ambicji i siły woli tych młodych zawodników. Mimo takiego dylematu, stoję na stanowisku, że w zawodach powinno się brać udział dopiero po pełnym wyleczeniu kontuzji.
Podium E1 Szuster,Kędzierski i Gazda Fot.Celestyna Kubus W klasie E1 dwukrotnie triumfował Michał Szuster (Self Kielce) dając popis skutecznej i widowiskowej jazdy na próbach. Z Szusterem obecnie nikt w Polsce nie jest w stanie powalczyć, ale na niektórych próbach zbliżał się do niego Karol Kędzierski (Górnik Łęczna), który w tym sezonie wystartował w rajdach po raz pierwszy i zajął w Łodzi dwukrotnie drugie miejsce. Trzecie miejsce zajął Błażej Gazda (SMK Krzeniów) wracający do dobrej dyspozycji po przerwie w startach. Fot.Celestyna Kubus Najbardziej wyrównana walka toczyła się w klasie E2/E3, gdzie Mateusz Bembenik (SMK Krzeniów) ciął się na dziesiąte sekundy z Pawłem Szymkowskim (CKM Cieszyn). Dwukrotnie wygrał Bembenik, a Szymkowski musiał zadowolić się drugim miejscem. Coraz śmielej do walki o czołowe lokaty włącza się, odbudowujący dobrą formę po kontuzji, Sebastian Krywult (BKM Bielsko). Zaraz za nim lokował się na mecie Wojtek Rencz (SMK Krzeniów). Na zawodach pojawił się także, choć jeszcze nie startował, Marcin Frycz, dochodzący szybko do zdrowia po kontuzji odniesionej w Sokółce.
W klasie Weteran wygrał jak zwykle Mirek Kowalski (SMK Krzeniów) przed Grzegorzem Chorodyńskim (Self Kielce) i Tomkiem Kodymem (Szarak Sochaczew). Niby nic nowego, ale coraz lepiej jeżdżący Kodym może być w następnym sezonie sporym zagrożeniem dla dotychczas pewnego drugiego miejsca jakie zajmuje Grzesiu Chorodyński.
Wśród quadów z napędem na jedna oś wygrał Łukasz Eliasz (ATV Polska) imponując doskonałą szybkością, szczególnie na próbie Cross. Drugie miejsce zajął Wojciech Wójcik (RTM Radom), a trzecie Jacek Stelmaszyk (MK Oborniki), któremu wyraźnie nie pasowała próba Enduro. W klasie cięższych pojazdów z napędem na obie osie wygrał dwukrotnie Sławomir Ulan przed Mariuszem Kręgielem i Robertem Aniołem, wszyscy ATV Polska.

Puchar PZM

Sebastian Baklarz (BKM Bielsko) pewnie zmierza do zwycięstwa na koniec sezonu, wygrywając obydwa dni zawodów w Łodzi w klasie E1. Drugie i trzecie miejsce zajęli zawodnicy MK Siedlęcin - Piotr Nowicki i Adam Gaweł. Przykremu wypadkowi na próbie Cross uległ drugiego dnia pretendent do podium w tym sezonie - Maciej Badowski (AP W-wa). Na szczęście obyło się bez poważniejszej kontuzji i pewnie zobaczymy kolegę Badowskiego na następnych zawodach. W klasie E2/E3 panował w czołówce całkiem spory tłok, a najlepiej poradził sobie zawodnik CKM Cieszyn - Maciej Juraszek. Robert Soćko z MK Siedlęcin zajął drugie miejsce mimo słabszego drugiego dnia zawodów, a Andrzej Gruntowski z Hawi Racing Team stanął na najniższym stopniu podium. Wśród juniorów pierwsze miejsce zajął coraz lepiej jeżdżący Jakub Gil, a wśród weteranów zwyciężył Adrian Bielec (KTM Novi). Najlepsi quadowcy Pucharu to Dawid Hoffman w klasie 2K i Łukasz Szczerba w klasie 4K.

Sezon Enduro dobiega końca. Do rozegrania zostały jeszcze ostatnie zawody w Łęcznej w dniach 5 i 6 września. Zawody te są organizowane przez Sekcję Motorową Górnik Łęczna, czyli w praktyce przez kolegów z Lublina. Piotr Więckowski i jego grupa zorganizowali już kilka naprawdę doskonałych rajdów, że przypomnę wszystkim Mistrzostwa Europy w Lublinie z 2005 roku. Myślę, że również tym razem będzie to świetny rajd, a według obecnego regulaminu punkty zdobyte podczas zawodów w Łęcznej liczą się podwójnie. Zatem dużo może się jeszcze zdarzyć.

Artur Łukasik
Enduro Obsession Racing

Zdjęcia z rajdu zamieszczone w relacji wykonała Celestyna Kubus

Film z rajdu
Realizacja Renata Łukasik

Film z rajdu w Łodzi 2009 - Operator kamery Renata Łukasik .wmv 40 MB
Filmy z rajdów do obejrzenia również na stronie grupy zawodniczej Enduro Obsession Team : www.eoracing.pl
POLECAMY!!!

Zapraszamy do wymiany opinii !
enduro@enduro.pl

SZCZEGÓŁOWE WYNIKI Z RAJDU I KLASYFIKACJA INDYWIDUALNA

DOSTĘPNE NA STRONACH FIRMY ZUBIX OBSŁUGUJĄCEJ SYSTEMY OBLICZENIOWE I POMIAROWE NA RAJDACH ENDURO